Świętej Pamięci Brat Joka - przestało być jedynie ksywką, a stało się niestety rzeczywistością. Jeden z pionierów śląskiej sceny odszedł z tego świata 2 maja. Już od początku swojej kariery dysponował świetnym flow i jednym z najcharakterystyczniejszych wokali na całej polskiej scenie. Obojętnie czy poruszał się w stylistyce psycho rapu, czy luźniejszych zwrotek jak na „3:44” zawsze prezentował najwyższy poziom. Dziś teksty z debiutu nabierają jeszcze większej głębi. W wieku 18 lat miał swój solowy numer o wątpliwościach w istnienie Boga. Cóż, obecnie pozostaje cytat z tego utworu „Może Świętej Pamięci Brat Joka odpowiedź już zna”. Instrumental tego kawałka zabrzmiał przed ostatnią drogą rapera.
Chociaż to chyba niepopularna opinia, osobiście wolę jego późniejsze występy. Ciężko nie zauważyć progresu jaki poczynił. Płynęło z nich naturalne cwaniactwo i bycie lekkoduchem. Nikt inny nie był w stanie zrobić hitu z motywu bycia poszukiwanym przez komornika! Wielka szkoda, że na ostatnim studyjnym Kalibrze jest tak mało jego udziału. Mam nadzieję, że w jakiś archiwach mają jeszcze nagrany nowy album. W końcu od premiery ostatniego minęło już sporo czasu. Zadowolony byłbym nawet z koncertu w formie video. Na dwóch występach w których uczestniczyłem, czyli Kaliber Symfonicznie z orkiestrą Aukso z Tychów i tym z okazji XXX lecia zespół był w świetnej formie. Z tego co widziałem wydarzenie było nagrywane. Świetną formę potwierdzają to także luźne single „Ten Styl, Ten Rap” z Molestą czy „Czarny Śląsk” z Pokahontaz i Grubsonem. Nic nie wskazywało na tak tragiczny koniec tego składu.
Gdy Joka udzielał się gościnnie kradł utwór swoją zwrotką. Jako najlepszy przykład niech posłuży „Trzeba wziąć” od Lukatricksa, lub „Reprezent” Miuosha. Inne wersy w tych numerach nie są słabe, jednak to bohater dzisiejszego tekstu je przyćmiewał swoją przeogromną charyzmą. Właśnie ona sprawiała, że na jego nowe gościnne udziały najbardziej się czekało. Nie dawał ich też byle komu. Mam wrażenie, iż wszystkie były na koleżeńskiej stopie.
Nie sposób być urodzonym w latach 90 lub wcześniej na Śląsku i nie znanie twórczości Kalibra. Jest to muzyka tego pokolenia. Popularne było stwierdzenie „Nie lubię hip hopu, ale Kaliber 44 jest spoko!” i to nawet z ust bardziej hermetycznych grup słuchaczy (mam na myśli na przykład hardkorowych metali). W czasach, gdy polskiej telewizji zdarzało się jeszcze puszczać dobre rapowe klipy na rotacji VIVY czy MTV, często można było zobaczyć klipy z „3:44”, co na pewno przysporzyło nowych odbiorców zespołowi. Sam Joka wyemigrował za wielką wodę parając się tam różną robotą. Pracował przykładowo jako monter, ogrodnik i kierowca ciężarówki. Po powrocie do Polski został taksówkarzem w Katowicach. To tylko pokazuje jak niezależną był postacią.
Gdzie jest Joka? Znikł. I to nagle, w niespodziewanym momencie. W planach była solowa płyta, której już zapewne nie usłyszymy. Na szczęście zostawił po sobie klasyczne już za jego życia nagrania. Klasykę na kanwie której powstała alternatywa dla rapu o szarych blokach. Muzykę, która będzie wspominana przez ludzi wychowanych na tym rapie, a myślę również, że trafi do jeszcze młodszego audytorium. Sam jeszcze przed jego śmiercią z przyjemnością wracałem do tej twórczości. Każda z płyt Kalibra jest zupełnie inna co dodatkowo pozytywnie rzutuje na ich odbiór. Ciężko mi wybrać faworyta z trzech pierwszych płyt. Wszystko zależy od nastroju. Joka z pewnością nie zostanie zapomniany. Na pogrzeb przybyły tłumy. Zarówno fanów, jak i współpracowników. Swoją postacią na stałe wpisał się w polski kanon rapu. Niech spoczywa w pokoju. Jestem mu ogromnie wdzięczny za zaszczepienie we mnie miłości do hiphopowej kultury i masę wspomnień z którymi kojarzy mi się jego muzyka.


Komentarze
Prześlij komentarz