PRO8L3M - PROXL3M (2023) - recenzja

 


    Oczekiwania co do płyty na 10-lecie chyba mojego ulubionego polskiego składu miałem ogromne. Każdą poprzednią mam mocno przekatowaną. Każda z nich to masa wspomnień z czasów ich premiery. Tym razem było trochę słabiej. Wrażenia po czasie mam dobre, ale... Rzadziej do niej wracam niż do pozostałych.

    Ogólne przyjęcie było dość chłodne. Zewsząd głosy, że to znowu to samo. Nie rozumiem tych wszystkich marud. Krytykowanie tylko dlatego, że jest na to hype, że po raz kolejny teksty o tym samym to tak, jakby od Ice Cube’a oczekiwać, że przestanie robić gangsta rap. Zespół, jako jeden z nielicznych, przy prawie każdym albumie zmieniał koncept czy brzmienie. Jedynie Art Brut jedynka i dwójka brzmią podobnie. Ja, odpalając PRO8L3M, wręcz wymagam, żeby treść była o narkotykach, brudnych interesach czy innych sytuacjach z życia w mieście - tym niekoniecznie legalnym. Poza tym uważam, iż pod płaszczem właśnie miejskiego, z pozoru dresiarskiego rapu, wpada kilka ciekawych spostrzeżeń.

    Oczywiście, nie ma tu już elementu zaskoczenia tak jak przy poprzednich rzeczach, bo wiadomo, czego się po nich spodziewać, jednak nie ma mowy o spadku formy. Oskar chyba rzeczywiście zaczął chodzić na zapowiadane lekcje śpiewu, bo brzmi lepiej niż wcześniej, a Steez cały czas świeci i to nie tylko na tle polskich producentów. To światowy poziom. Potrafi się odnaleźć w każdym brzmieniu przerabiając to na własny styl. Coś jak kiedyś Matheo. Już sam początek zapowiadał coś epickiego. Jest tu nawet afrotrap, lecz z jego niepowtarzalnym sznytem. Moim pierwszym kontaktem z płytą była zresztą wersja instrumentalna. Nie będę kłamał - to na nią najbardziej ostrzyłem sobie zęby. Pod względem bitów płyta na pewno dowiozła. Za cholerę nie umiałem sobie wyobrazić, jak jakikolwiek raper ugryzie te bity. Znaczna część brzmi jak mistrzowska elektronika, tylko zahaczająca o ramy hip-hopu. Oskar zdecydowanie dał radę to zrobić.

Tematyka pozostaje podobna, ale o czym miałby rapować?

„Typie, powiedziałeś dość o hajsie,

O tym, że kety to są w lombardzie,

Coco, trawie, coś poważniej,

Może o Holokauście?

Może o Donaldzie?

Wolę o spoko Magdzie, to potrafię,

Omówię jej topografię,

Złoto, papier i chuj mnie, co robią obok w chacie,

Chyba że zapijają goudą żarcie,

Coś o karcie, o farcie też,

O prawdzie, jak mnie najdzie, wiesz,

Co zrobić mam? To jara bardziej mnie.”

Jak sam nawija w Mayday. No właśnie – on naprawdę to potrafi i świetnie sprawdza się w obranej przez siebie konwencji. Składa wersy bardzo charakterystycznie, jego technika jest ścisłą czołówką w kraju, rzuca często gęsto wielokrotnymi bez żadnego problemu. Znajduje się tu kolejny track z teoriami spiskowymi, czyli False Flag. Jest interesujący i raczej zadaje pytania, niż objawia prawdę na ich temat. Podczas całego odsłuchu gryzie mnie w uszy kilka prostych wersów, jak na przykład z otwierającej Yokohamy, gdzie Oskar jedzie na jednym rymie całą zwrotkę, i zdarzają się kwiatki jak: „Mordy w balaklavach, z tobą Baba Jaga”, czy też ten z Nicea: „Rucham ją tak, że mi sama płaci, Twoja stara szmata, ratatatatata”. Chociaż trzeba przyznać, że na koncercie sprawdzają się świetnie, a już wcześniej zdarzały się mu burackie teksty. Wynagradzają je za to te lepsze wersy, których jest przecież całkiem sporo: 

„Życie całuje na dobranoc w czółko,

Żyć co dzień to samo w kółko, To prawie jak samobójstwo.”

Niby proste, a trafia w samo sedno. Takich gorzkich obserwacji, niczym spływ po mefie, jest dużo,  do czego autorzy nas już przyzwyczaili. Rapowane skity są krótkie, ale patent z grzechami jest całkiem ciekawy. Chciałbym więcej podbitek Steeza – zawsze dodają to magiczne „coś” przy refrenach. Przy pierwszym odsłuchu byłem lekko zawiedziony, ale płyta to grower – w końcu mi się wkręciła po jakimś czasie. Warto dać jej szansę, nie patrząc przez pryzmat ich najlepszych dokonań, a jako osobny byt. Nie jest to ich najlepsza płyta. Nie jest to też ich najgorsze wydawnictwo. Pod względem brzmienia dalej idą do przodu, rozwijając się – zwłaszcza Steez – a nikt nie brzmi tak dobrze na jego bitach jak Oskar. To, co dla większości sceny jest sufitem, dla chłopaków jest podłogą. Kolejny udany projekt w dyskografii. Może nie czołówka roku, ale wyróżniająca się pozycja w polskim rapie ad 2023. 

Ocena: 8/10

Komentarze