Raz na coraz rzadszy czas pojawia się płyta, którą muszę mieć w kolekcji niezależnie od ceny. Przekładałem kupno Mety od Ćpaj Stajlu co wypłatę, aż w końcu się wyprzedała. Finalnie powinąłem za trzykrotność sklepowej wartości. Niezbyt dobrze to wpłynęło to na zawartość mojego portfela, ale tak jak wspomniałem na początku musiałem to mieć. Bo żadnej innej płyty tak nie przekatowałem przez ostatni rok. Jeżeli chodzi o hip hop z nowej fali jestem bardzo wybiórczy. W tym wypadku zupełnie nie rozumiem, czemu nie osiągnęli większego sukcesu. Przecież ten projekt będzie wspominany po latach jak początki PRO8L3Mu, Syny, czy inne Mobbyn. Wreszcie coś zasługującego na uwagę z Krakowa.
„M.E.L.I.N.A.” ma być ostatnim albumem ĆS. Zespół złożony jest z Cool P oraz Konego. Chociaż są oni trzonem tego składu bardzo dużo kolorytu dodają lokalne featuringi. Szczerze, to wolę ich zamknięty krąg ziomalskich gościnek niż te bardziej znane ksywki jak na „Białym Szaleństwie”.
Jasne, pozornie to przemielona już tysiąc razy tematyka utworów. Ale jak to jest podane! Choćby beat switch w „Nie trzeba walić w strunę” to coś, co zostaje w głowie na naprawdę długo. Chyba tego brakuje mi w obecnych nowościach. Brak czegoś co zapada w pamięć, jest „jakieś”. Umiejętnie wykorzystano tu mix tracków energicznych, z tymi z większą ilością chopped & screw. Szkoda tylko, że całość trwa tak krótko. Z drugiej strony – może to właśnie siła tego materiału. Na jednym przesłuchaniu u mnie nigdy się nie kończy. Repeat value przeogromny. Kolejna rzecz to ewolucja wcześniej wspomnianej tematyki. 2024 > „Czas na bombing”. 2025 > „Miasto jest nasze”. Numery o graffiti, które nie są czczymi przechwałkami. Wystarczy wybrać się na wycieczkę do Krakowa. To jest właśnie prawdziwy hip hop.
Można narzekać, że mało tu Konego. Fakt, mniej niż na pierwszych projektach. Więcej jednak niż na „Białym Szaleństwie”. Wydaje mi się, że to Cool P jest głównym motorem napędowym projektu i już nie ma siły na ciśnienie kolegi z zespołu do nagrywek. A Alick przecież też daje mega stylowe zwrotki. Nie czuć między nimi przepaści. Pojawiają się liczne wielokrotne, które w tym bardziej ulicznym rapie wciąż nie są oczywiste. Bez smutnych pianinek.
Póki co dyskografia bez skazy. Trzeba się jarać tym, co jest, bo kto wie, jak wyjdzie rzekome przerzucenie się na country głównej postaci ĆS. Dalej nadrabiam zaległości z zeszłego roku, ale wątpię czy coś wryje się w moje życie tak jak właśnie „M.E.L.I.N.A.”. W moim uznaniu polski AOTY. Muszę jeszcze wspomnieć o mistrzowskich klipach, zwłaszcza o tych do „Started From Melina” i „Emocjonalnego Downa”. Tak to powinno się robić. Liczę na jakiś wielki comeback po latach. Może właśnie po udanej (lub też nie) karierze solowej.

Komentarze
Prześlij komentarz