Cypress Hill & The London Symphony Orchestra - Black Sunday Live at the Royal Albert Hall (2025)

 

    London Symphony Orchestra to orkiestra odpowiedzialna za muzykę do takich dzieł kina jak „Star Wars” czy „Braveheart”. Lata temu twórcy Simpsonów zażartowali sobie, przedstawiając wizję zagrania koncertu z Cypress Hill. Ten żart - jak to aż podejrzanie często bywa ze światem z uniwersum Springfield - stał się faktem. I w ten sposób B-Real ze spółką nagrał koncertowy album z jednym z gigantów muzyki symfonicznej. Występ obejmuje prawie całą twórczość zespołu. Pominięte zostały w zasadzie tylko trzy ostatnie albumy i „Stoned Raiders”. Niestety fenomenalny powrót do korzeni w postaci „Elephants On Acid” nie załapał się na orkiestrowe wykonanie. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło - bez przerywników jest tu aż 19 kawałków, i to raczej tych postrzeganych jako klasyczne. Najwięcej z nich zostało wyselekcjonowanych zgodnie z nazwą koncertu – „Black Sunday Live at the Royal Albert Hall” – z „Black Sunday”. Wykonane zostały perfekcyjnie. Nowe wersje dają im drugie życie u mnie na głośnikach. Mam wrażenie, że dopiero z końcówką występu skład się rozkręca. Raperzy nie pozostawiają miejsca na błędy. Z takim stażem dykcja na scenie to już coś wyćwiczonego. Warto posłuchać - pokazali, jak powinno brzmieć połączenie tych dwóch pozornie zupełnie innych światów, jakimi są hip hop i orkiestra. Tak naprawdę w studyjny sposób udowodniła to Little Simz swoim „Sometimes I Might Be Introvert” na większą skalę, ale… no nie zawsze do końca to wychodzi tak, jak powinno – patrz choćby album Jeezy’ego czy słyszalnie lepszy, ale niepowodujący opadu szczęki Kanye West i jego „Late Orchestration”. Nie twierdzę, iż są złe, ale nic nie zatrzymało mnie przy nich na dłużej. Tu rzeczywiście czuć, że prócz przysłowiowych rąk i nóg ma to w sobie duszę. Wracam regularnie. To jest właśnie najlepsze rapowe wykonanie jakie słyszałem w zeszłym roku. Z nieprzesłuchanych pretendentów mam co prawda jeszcze The Roots w Blue Note z okazji 30 lecia „Do You Want More” – tak to nie widzę konkurencji.


Komentarze