London Symphony Orchestra to orkiestra odpowiedzialna za muzykę do takich dzieł kina jak „Star Wars” czy „Braveheart”. Lata temu twórcy Simpsonów zażartowali sobie, przedstawiając wizję zagrania koncertu z Cypress Hill. Ten żart - jak to aż podejrzanie często bywa ze światem z uniwersum Springfield - stał się faktem. I w ten sposób B-Real ze spółką nagrał koncertowy album z jednym z gigantów muzyki symfonicznej. Występ obejmuje prawie całą twórczość zespołu. Pominięte zostały w zasadzie tylko trzy ostatnie albumy i „Stoned Raiders”. Niestety fenomenalny powrót do korzeni w postaci „Elephants On Acid” nie załapał się na orkiestrowe wykonanie. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło - bez przerywników jest tu aż 19 kawałków, i to raczej tych postrzeganych jako klasyczne. Najwięcej z nich zostało wyselekcjonowanych zgodnie z nazwą koncertu – „Black Sunday Live at the Royal Albert Hall” – z „Black Sunday”. Wykonane zostały perfekcyjnie. Nowe wersje dają im drugie życie u mnie na głośnikach. Mam wrażenie, że dopiero z końcówką występu skład się rozkręca. Raperzy nie pozostawiają miejsca na błędy. Z takim stażem dykcja na scenie to już coś wyćwiczonego. Warto posłuchać - pokazali, jak powinno brzmieć połączenie tych dwóch pozornie zupełnie innych światów, jakimi są hip hop i orkiestra. Tak naprawdę w studyjny sposób udowodniła to Little Simz swoim „Sometimes I Might Be Introvert” na większą skalę, ale… no nie zawsze do końca to wychodzi tak, jak powinno – patrz choćby album Jeezy’ego czy słyszalnie lepszy, ale niepowodujący opadu szczęki Kanye West i jego „Late Orchestration”. Nie twierdzę, iż są złe, ale nic nie zatrzymało mnie przy nich na dłużej. Tu rzeczywiście czuć, że prócz przysłowiowych rąk i nóg ma to w sobie duszę. Wracam regularnie. To jest właśnie najlepsze rapowe wykonanie jakie słyszałem w zeszłym roku. Z nieprzesłuchanych pretendentów mam co prawda jeszcze The Roots w Blue Note z okazji 30 lecia „Do You Want More” – tak to nie widzę konkurencji.

Komentarze
Prześlij komentarz