Wojciech Cejrowski - Wyspa na Prerii (2014)

 


Ze względu na mniej egzotyczne miejsce niż w poprzednich książkach Wojciecha Cejrowskiego „Wyspę na prerii” czytało mi się dużo gorzej. To wciąż fajna przygoda, ale o ile w historiach z Indianami można było przymknąć oko na lekkie zakrzywianie rzeczywistości, tak tutaj duża część aż zanadto wydaje się zmyślona. Często aż rażąco. Wszystkowiedzący o zwyczajach głównej postaci mieszkańcy okolicy to jeden z wielu przykładów. Autor ciekawie opisuje preriową codzienność, tylko mało tu rzeczy, które naprawdę zostają w głowie po lekturze. A może to przez to, że tym razem podróżnik nie opuścił cywilizacji… W każdym razie wyszedł średniak. Można przeczytać bez zgrzytania zębami, ba! Nawet parę razy się uśmiechnąć, bo humor głównego bohatera to wciąż coś, co potrafi wzbudzić zainteresowanie i skłoniło mnie do przeczytania całości pomimo kilku słabszych momentów. Jeśli ktoś chce zacząć przygodę z książkami Cejrowskiego, radziłbym opuścić tę pozycję i sięgnąć po „Rio Anaconda. Gringo i ostatni szaman plemienia Carapana”. Tam zdecydowanie więcej się działo i było to podane w lepszej formie, do dziś zostając jedną z moich ulubionych książek. Możliwe, iż to dlatego, że bardziej kręci mnie to, co nieznane, niż życie na współczesnym Dzikim Zachodzie, gdzie nie dzieje się aż tyle niecodziennych zdarzeń.

Komentarze