Narodziny nowej legendy slasherów!
Tak, wiem nie jest to pierwsze pojawienie się na salonach Art The Clowna, jest to jednak pierwszy oficjalny tytuł serii z „Terrifier” w tytule. Bardzo brutalnie, mnóstwo tu gore, a co najlepsze budżet nie był zbyt wysoki… Ale efektywny. Wszystko ogranicza się do kolejnych scen mordów/tortur, potęgowane dobrym udźwiękowieniem – zarówno muzycznym, jak i wszechobecnych odgłosów ciachanego mięsa oraz innych wyszukanych dźwięków. W zasadzie jedyna rzecz, która kuleje, to sceny walk z głównym antagonistą. Na grę aktorską nie zwraca się tu większej uwagi. Sam Art został odegrany niemal idealnie, tylko nie wypowiada on ani jednej kwestii. Reszta, może poza główną poszkodowaną to tylko tło. Klaun bardzo zapada w pamięć, myślę, że po latach zostanie legendą jak Jason, Freddy Krueger czy inne kultowe złole. Podobnie jak scena z piłą, ale nie będę spoilerował. Fabuła nie jest zbyt bogata. Nie o to w tym filmie chodzi. Tu liczy się – jak przedstawiono w polskim tłumaczeniu tytułu – „Masakra w helloween”. Trzeba zobaczyć. Do obejrzenia przykładowo na cda. Zdecydowanie nie dla wrażliwych. Patologiczna jazda bez trzymanki. Czekając na rzekomo tegoroczną premierę nowej części, pewnie odświeżę dotychczasowe. Przy dzisiejszym seansie spodobało mi się jeszcze bardziej niż kiedyś.


Komentarze
Prześlij komentarz