Tadeusz Nalepa - Sen Szaleńca (1987)

 

    Solowy debiut Tadeusza Nalepa to lekko mrocznawy, leniwy blues na dobrym poziomie. Bez tak hitowego potencjału jak nagrania z Breakout, uderza zupełnie z innej strony - poważniejszej, bardziej dojrzałej. Za teksty odpowiada Bogdan Loebl, duża w tym jego zasługa. Z okazji rocznicy śmierci sięgnąłem dziś po akurat tę pozycję z jego dyskografii i przyjemnie się do tego wraca pomimo upływu lat. Wciąż się broni. Szkoda, że tak mało tu saksofonu w wykonaniu Tomasza Szukalskiego, bo wypada on świetnie. „Sen Szaleńca” to dobra płyta, ale te nagrane z Breakoutem stoją o półkę wyżej. Zarówno jeżeli chodzi o jakość, jak i znaczenie dla polskiej sceny. Należy pamiętać jednakże, ile minęło od tamtych nagrań do początków solowej kariery. Zmieniły się czasy i realia sceny. To już nieco inny rodzaj bluesa. Przede wszystkim płyty z dawnym zespołem były bardziej różnorodne. Słyszalny jest brak Miry Kubasińskiej... Nalepa to jednak bardzo zdolny wokalista, jeden z najlepszych jeśli chodzi o ten gatunek w Polsce i potrafi te braki wynagrodzić swoim niepowtarzalnym wokalem. Słusznie został legendą sceny, a ta płyta to kolejne potwierdzenie jego talentu. Zdecydowanie warte odsłuchu.

Komentarze